Zapraszamy do zapoznania się z opowieścią o naszej parafiance, na podstawie opracowania s. Lucjany Sochackiej (opracowanie otrzymano od osoby Bogu wiadomej, której składamy podziękowanie).
Zdjęcie ilustracyjne (https://ursulines-roman-union.org/).
Zapraszamy do zapoznania się z opowieścią o naszej parafiance, na podstawie opracowania s. Lucjany Sochackiej (opracowanie otrzymano od osoby Bogu wiadomej, której składamy podziękowanie).
Zdjęcie ilustracyjne (https://ursulines-roman-union.org/).
S. Celina – Waleria Fiutkowska urodziła się 1.09.1902 we wsi Góra Płocka oddalonej o 30 km od Płocka w rodzinie katolickiej i patriotycznej. Rodzice – Władysław (zm. 1947) i Franciszka (zm. 1935) z domu Wysocka byli rolnikami na 12-hektarowym gospodarstwie. Miała starszą siostrę Teodozję (zm. 1983) [...].
Zachował się list Mamusi S. Celiny z 10.09.1935 r., w którym zawiadamia o posagu: "młodszej córce przeznaczyłam 5 tysięcy złotych (...)", a dalej prosi by "Siostry same zajęły się tymi pieniędzmi i odebrały je z procentami w banku" [...].
13 grudnia 1993 r. w czasie rozmowy [...] S. Celina poprosiła [...] o napisanie listów do jej najbliższych (dwie krewne), do dwóch wychowanek i jednej znajomej. W listach do rodziny właściwie żegnała się z najbliższymi, prosząc o modlitwę. Była bardzo słaba, mówiła, że niewiele pamięta ze swego życia.
Zapytana o swoją młodość – co pamięta z tych lat – podała daty 1919–1920. Wówczas niemal u bram Warszawy stała potężna bolszewicka armia. Była wówczas łączniczką. Opowiadała, jak ojciec, który ją bardzo kochał, wysłał do polskiego oddziału z wiadomościami. Szła wśród gwiżdzących kul wraz z koleżanką, szukając schronienia w głębokim parowie. Udało się jej dojść do majątku, gdzie była posłana. Spełniła misję. Dziwiła się tylko, dlaczego ojciec, mimo tak wielkiej miłości, jaką ją otaczał – wysłał ją "pod kule" – jak się wyraziła. Wtedy młoda Waleria może nie rozumiała, że było to dowodem ogromnego zaufania, jakim ją darzył. Odtąd do młodej dziewczyny zgłaszali się kurierzy, którym ona zdawała sprawę ze swoich obserwacji frontu i ruchów wojsk sowieckich. Była Waleria jakby małym punktem, który pomógł Najśw. Maryi Pannie sprawić wielki cud ocalenia Ojczyzny – Cud nad Wisłą w 1920 r.
O miłości ojca i jego wielkim zaufaniu świadczy też fakt, że gdy chorego, rannego w nogę ojca, zapytano w szpitalu, czy będzie miał opiekę w domu, odpowiedziała, że tak – ma córkę, która go na pewno wyleczy.
Dalej wspomina S. Celina – "Miałam wtedy 16 lat. Trzeba było iść po lekarstwo do Płocka. Poszłam. Wracałam w nocy. Zatrzymali mnie Polacy, myśląc, że jestem szpiegiem. Trzymali chyba ze 2 godziny, ale puścili, gdy im pokazałam lekarstwa. Doszłam do domu rano. Oni także przyszli rano zapytać, czy rzeczywiście przyszła tu dziewczynka z lekarstwem. Tatuś powiedział, że tak, ale niech śpi, bo szła całą noc".
Na pytanie, co najbardziej wspomina, odpowiedziała, że "gdy się wojna skończyła, zaczęłam post, by podziękować Bogu za wolność. Mamusia martwiła się, że ja w piątek i sobotę nie chcę jeść. Ale to był post".
Zapytana, dlaczego akurat w sobotę, odpowiedziała, że jest to dzień, w którym Bóg uratował jej życie. Z kontekstu wynikało, że chodziło o przejście pod kulami. Po chwili dodała – "Przez całe życie w piątek i sobotę nie jem słodyczy".
W Płocku ukończyła Gimnazjum Reginy Żółkiewskiej i Państwową Żeńską Szkołę Przemysłowo–Handlową. Mieszkała w internacie, lecz przez święta i wakacje jeździła do domu. Powiedziała – "Tatuś sam po mnie przyjeżdżał, bo mnie kochał".
2 września 1925 r. Waleria Fiutkowska wstąpiła do postulatu Sióstr Urszulanek w Krakowie, gdzie 15 sierpnia 1926 rozpoczęła pierwszy rok nowicjatu. Drugi rok nowicjatu odbyła w Pokrzywnie w nowo wybudowanym Domu Nowicjatu, którego poświęcenie odbyło się 28.07.1927 roku [...].
21 sierpnia 1926 r. S. Celina złożyła pierwszą profesję. Do Księgi pamiątkowej Nowicjatu wpisała: "Nad wszystko i we wszystkim, duszo moja, zawsze miej odpoczynek w Panu, bo On sam jest wiecznym odpocznieniem Świętych" [...].
Zaraz po I Ślubach została S. Celina skierowana do pracy w szkole poznańskiej, tam też 25.08.1926 r. złożyła profesję wieczystą. W latach 1934–1939 przebywała w Kościerzynie, gdzie pracowała jako nauczycielka i wychowawczyni.
W 1928 r. wyjechała S. Celina do Francji w celu pogłębienia znajomości języka francuskiego. Zachowała się kartka pisana w tym czasie do Rodziców z Nantes z zapewnieniem, że napisze Siostra jeszcze z Lourdes [kartka z pozdrowieniami z Lourdes napisana 28.08.1929 r. również się zachowała - P.N.].
W czasie II wojny światowej przebywała w Warszawie przy ul. Oczki, gdzie pracowała w kuchni RGO jako księgowa. S. Celina wspominała w rozmowie 13 grudnia 1994 r. "W Warszawie było dużo dzieci głodnych. Często sama byłam głodna, ale dzieciom nosiłam jeść". Dokarmiała też dzieci żydowskie uciekające z Getta [...].
Wspominała również, jak poszła zanieść posiłek (bułkę i kawę) rannemu żołnierzowi niemieckiemu, gdyż dowiedziała się, że leży już dwa dni. Za pośrednictwem swej wychowanki umieściła go w szpitalu. Później okazało się, że był to chyba szpieg. S. Celina dodała: "Bałam się go spotkać na ulicy, wstydziłam się, by mi się nie ukłonił".
W 1943 r. Siostra podjęła pracę jako wychowawczyni internatu i nauczycielka w Krakowie. W tym ciężkim czasie okupacji, a potem w pierwszych latach po wojnie S. Celina bardzo dbała o dzieci, o ich staranne wychowanie, szczególnie religijne, ale też o ładne ubranie, o radość, urządzając z nimi piękne przedstawienia.
O 1953 do 1967 r. pracowała we Wrocławiu w tzw. "małym pensjonacie". Mieszkały tu uczennice uczęszczające do podstawowych szkół w mieście. S. Celina [...] jak rzadko kto starała się o rozwój umysłowy oddanych sobie pod opiekę dzieci. Dzięki temu dzieci były bardzo dobrymi uczennicami w szkole podstawowej. Mógł więc kierownik szkoły podstawowej, mimo ówczesnej rejonizacji (dziewczynki były meldowane we własnych rodzinach), przyjąć do szkoły grupę dzieci S. Celiny, na czym Siostrze bardzo zależało.
S. Celina troszczyła się też o rozwój duchowy dziewczynek. Weszła w kontakt z O. Biedą TJ, który po ojcowsku traktował gromadkę małych wychowanek urszulańskich. W umówione dni, zwłaszcza przed I-szym piątkiem [miesiąca] przychodził, by je wyspowiadać. Spotykał się Ojciec z gromadką dziewczynek, z którą wesoło gawędził – potem dopiero siadał w konfesjonale i jednał je z Bogiem.
Jako nauczycielka i wychowawczyni S. Celina pracowała do 1970 r. – do chwili zamknięcia małego pensjonatu.
W pamięci wychowanek S. Celina pozostała jako dobry nauczyciel, [...] kochająca wychowawczyni. Wspomina S. Ludmiła Stręk: "Widziałam wciąż zatroskanie S. Celiny o dzieci, wiele godzin spędzała w internacie, pomagała uczennicom w odrabianiu lekcji. Byłam potem w liceum wychowawczynią i nauczycielką kilku uczennic, które były w internacie S. Celiny. Wszystkie (około 7 uczennic, może więcej) bez wyjątku nie tylko w czasie pobytu w liceum, ale i później zachowały dla S. Celiny szacunek i miłość. Także i Rodzice. Mamy często pytały mnie o Siostrę, zawsze bardzo pozytywnie się wyrażały, podkreślając, że była dla dzieci prawdziwą matką. Niektóre z nich tzn. uczennic – dziś już prawie 40-letnie – ile razy się ze mną spotkały, prosiły, żeby pozdrowić w Krakowie S. Celinę, wyrażając prawdziwe zatroskanie o Nią" [...].
Gdy zlikwidowano we Wrocławiu mały internat, S. Celina pomagała w ekonomacie, prowadząc raporty żywnościowe i kartoteki. W pracy była bardzo sumienna, staranna, delikatna, starając się odciążać S. Ekonomkę. Dla siebie była twarda i wymagająca.
Z biegiem czasu zdrowie stawało się coraz słabsze, siły S. Celiny wygasały. Ale zawsze zachowała postawę apostolską. Świadczy o tym znaleziona notatka – "Potrzeba ogłoszenia wszystkim Jezusa Chrystusa i Jego Królestwa jest konieczną potrzebą w naszym kraju, gdyż cały świat pragnie Prawdy – Chrystusa. W naszym kraju jest nagląca potrzeba, a nawet konieczność przygotowania młodzieży i rodzin w głębokich zasadach religijnych, gdyż grożą nam obce religie w szkołach, religioznawstwo oraz różne błędne religie jak Kościół Narodowy, Adwentyści itp.".
Ale równocześnie, sprowadzając misję apostolską na własny aktualny teren, notowała, że konieczne jest "pogłębienie wiary w życiu codziennym przez praktyki religijne, Mszę św., Sakramenty i modlitwę".
Gdy Jej zaangażowanie zewnętrzne w prace Wspólnoty ograniczało się już tylko do przygotowania biletów tramwajowych i znaczków dla Zgromadzenia, zarysowała sobie plan, który nazwała: "Moje zajęcia w ciągu dnia". Obejmuje on:
Plan zamykają
Z tego, co M. Celina nazwała "swymi zajęciami" widać, jak głęboko tkwiła w życiu Wspólnoty i jak szerokie, a równocześnie konkretne były jej zainteresowania – modlitwy, jakimi obejmowała różne intencje.
Od 3.06.1990 r. Siostra Celina przebywała w Infirmerii Prowincjonalnej w Krakowie.
Koniec części 1. Ciąg dalszy nastąpi.