Siostra Celina, Urszulanka – nasza parafianka (część 2)

Zapraszamy do zapoznania się z dokończeniem opowieści o naszej parafiance, na podstawie opracowania s. Lucjany Sochackiej (opracowanie otrzymano od osoby Bogu wiadomej, której składamy podziękowanie).

Przejście S. Celiny do infirmerii było bolesne. Zachował się brudnopis listu pisany do wychowanki: "Zostałam przeniesiona do Krakowa, gdzie jest już kilka starszych Sióstr i wspólnie z nimi w częstej modlitwie upływa mi czas mego życia. Jestem często słaba, ale jeszcze służę innym. W Krakowie zastałam znajome Siostry drogie memu sercu".

Zgromadzenie Wrocławskie pamiętało o S. Celinie – pisano listy i odwiedzano Siostrę. Także tam dosięgły ją prośby o modlitwę [...]. Pisały Siostry o tym, co we Wspólnocie się dzieje, informowały o remontach, o szkole itp. Polecano modlitwom M. Celiny sprawy uczennic, nieraz bardzo trudne. Zachował się np. list o następującej treści: "Polecam Siostrze jedną maturzystkę, sierotę – robi strasznie dużo błędów ortograficznych. I bez przesady trzeba cudu, by maturę z języka polskiego napisała".

Siostry często odwiedzały w infirmerii M. Celinę. Cieszyła się z tych odwiedzin, prosiła, by opowiedzieć o życiu Wspólnoty we Wrocławiu, o sprawach, o szkole. Mówiła, że obejmuje modlitwą polecone jej intencje. Wdzięczna była za wszystko. W jednym z listów pisze: "Z sercem przepełnionym wdzięcznością rozpoczynam ten krótki list, aby serdecznie podziękować drogiej Siostrze za wiele dowodów dobroci, ofiarności i poświęconego cennego czasu, aby ułatwić mi obecne życie [...]. Modlę się gorliwie o pogodę, jest potrzebna rolnikom do zbiorów buraków cukrowych, jarzyn i siana".

W infirmerii Siostra obchodziła 20.08.1994 r. Jubileusz 65-lecia ślubów zakonnych [...].

Jako przełożona odwiedzałam kilka razy Siostrę w infirmerii. W czasie mojej drugiej wizyty rozmawiałyśmy o śmierci. M. Celina była świadoma tego, że niedługo odejdzie do wieczności. Mówiła, że tęskni do Pana Jezusa. Dodała też, że w niebie będzie o wszystkich pamiętać. Następnie zdjęła obrączkę, pocałowała, oddała mi ją. Miała łzy w oczach. Gdy zaproponowałam, by jeszcze zatrzymała tę obrączkę, odpowiedziała, że chce świadomie oddać ją Przełożonej, dlatego czyni to teraz. Rzeczywiście, gdy byłam po raz trzeci, Siostra była już bardzo słaba, słyszała, kontaktowała się gestem, ale nie miała już siły mówić.

S. Bolesława Gadziała, przełożona infirmerii, tak wspomina S. Celinę:

"U nas w Infirmerii Prowincjalnej dolegliwości powtarzały się często, prawie codziennie jest coś w raportach zaznaczone. Nasilało się osłabienie. Siostra 'leciała przez ręce'. Dlatego od połowy listopada 1994 r. zaprzestałyśmy wysadzania Siostry na fotel. Siostra pozostawała już w łóżku i w pozycji leżącej czuła się lepiej. Jeszcze przez jakiś czas czytała, później czytanie zaczynało ją męczyć, więc nie wypuszczała różańca z ręki. W ostatnich tygodniach prawie całkiem straciła wzrok. Około dwa tygodnie przed śmiercią chwilami cierpiała więcej, była zagubiona, mało spała, nie odróżniała dnia od nocy i właśnie wtedy modliła się dużo na głos aktami strzelistymi [...]. Jeszcze rano w dzień śmierci, dopóki miała siły, powtarzała: 'Panie Jezu, zabierz mnie do nowego świata'. W czasie Mszy św. przyjęła jeszcze Komunię św. Zmarła o godzinie 9:20 w sam dzień Wniebowstąpienia, 25.05.1995 r."

Co Siostrę szczególnie charakteryzowało? Gdy podchodziło się do Siostry i zaczynało rozmowę, można było wyraźnie odczuć, że się weszło w krąg życia nadprzyrodzonego, którym Siostra promieniowała. Odkąd Siostrę poznałam w infirmerii, wszystkie z nią kontakty, obserwacje mówiły mi, że Siostra żyje z Bogiem, któremu ślubowała, że żyje stale w Jego obecności i dlatego do życia, modlitwy i cierpienia podchodzi na poważnie.

Siostra była zawsze cicha, rozmodlona. Za swój obowiązek uważała modlitwę za szkołę we Wrocławiu [...].

"Jaką ją zapamiętałam?" – wspomina S. Ludmiła Stręk – "Była człowiekiem modlitwy; wierna wspólnym modlitwom (gdy mogła jako wychowawczyni internatu). Skupienie, postawa rozmodlenia cechowała Ją.

  • Była wyjątkowo uważna, naczulona jakby na innych, żeby nikomu nie zakłócić spokoju – cichutko chodziła, zamykała drzwi, nigdy Ją nie było słychać.
  • W ciągu ponad 20 lat nie słyszałam od S. Celiny ani jednego słowa negatywnego o innych, nigdy – ani jeden raz nie słyszałam Jej uniesionego głosu, negatywnego odniesienia się do innych. Nie słyszałam, żeby kogoś czymś uraziła.
  • Pokora S. Celiny była bardzo autentyczna, niczego nie robiła na pokaz, dla opinii, była po prostu sobą.
  • Także nigdy nie słyszałam, żeby ktoś powiedział coś negatywnego o S. Celinie – to znak, że dla wszystkich była dobra, życzliwa, wyrozumiała.
  • Jeśli o kimś powiedziałabym, że 'to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma zdrady' – to właśnie o S. Celinie. W Jej towarzystwie czuło się bezpiecznie.
  • Podziwiałam ubóstwo S. Celiny – niewiele rzeczy Jej wystarczyło. Pamiętam jedne i te same buty, sweterek, tzw. 'kubrak' – całymi latami to samo widziałam. A w pokoju – chyba niewielka szafka z rzeczami – i zawsze idealny porządek.
  • Cechą, która także charakteryzowała S. Celinę, była wielka wdzięczność za każdy drobiazg Jej uczyniony.
  • Wiem też, że S. Celina wiele przecierpiała; godnie cierpiała, umiała zawierzyć Panu Bogu. Ani razu nie słyszałam słowa skargi, narzekania, urazy do kogoś, jakiejś gwałtownej reakcji.

A w jednym zdaniu scharakteryzowałabym S. Celinę: TO BYŁO CICHE, JAKBY UKRYTE, JAKBY NIECO NIEPOZORNE ŻYCIE, ALE ŻYCIE PRAWDZIWIE GODNE I WIELKIE".

M. Celina powiedziała S. Małgorzacie Maruszewskiej w jednej z ostatnich rozmów: 

"Naprawdę w życiu ważne jest jedno – by żyć dla Pana Boga, by być dla Niego. Cała reszta nie jest ważna".

Wydaje się, że przez całe życie, w sposób bardzo autentyczny, S. Celina była wierna tej wartości.

Opracowała S. Lucjana Sochacka

Pierwsza część opowieści tutaj (link).

Galeria zdjęć

wstecz